Jak prywatyzacja i wydłużenie wieku emerytalnego mogą wymusić na nas wyprzedaż za bezcen naszych domów i mieszkań.
KLUCZ DO ZADANEJ WOLNOŚCI
PRZEDSTAWIENIE W SIEDMIU AKTACH
W XXI wieku miarą wolności narodów i państw będzie własność. Tyle wolności, ile własności – oto credo epoki. Już nie tylko ziemia, przedmioty materialne, ale dzieła ludzkiego intelektu usiłuje się „sprywatyzować” na wiele dziesięcioleci. A ja pytam nas Polaków czy zwycięstwo w walce o wolność w 1989 roku okupimy całkowitą utratą własności, a jeśli tak to czy ciężko wywalczonej wolności nie utracimy przez własną głupotę?
AKT PIERWSZY
Początek lat 90-tych. Polska gospodarka w efekcie terapii szokowej między innymi Leszka Balcerowicza znalazła się na skraju zapaści. Większość firm państwowych bądź zbankrutowała, bądź wpadła w pętlę zadłużenia. Zastraszono ludzi likwidując miejsca pracy, wyrzucając ich na głodowe zasiłki, sprowadzając do zera oszczędności w efekcie hiperinflacji czy ograniczając dochody systemem podatkowym (popiwek). Wszystko po to, by wobec braku pieniędzy w portfelach obywateli i na kontach przedsiębiorstw majątek firm nie przedstawiał żadnej wartości, a ludzie w poczuciu niepewności o własny los i los swoich rodzin wyrzekli się wszelkich marzeń o posiadaniu czegokolwiek na własność.
AKT DRUGI
Na takie pole, by nie powiedzieć ugór, po uprzednim przygotowaniu propagandowym w mediach, wprowadzono kapitał zagraniczny. Przedstawiono go jak zbawcę, który zapewni wznowienie działalności gospodarczej, postęp i rozwój. O tym, że zachodnie firmy kupowały majątek narodowy wyjątkowo tanio – mówiono niewiele. By osłabić ewentualny opór, bądź sprzeciw społeczny wprowadzono mechanizm korumpowania i przekupywania załóg, działaczy związkowych czy dyrekcji przedsiębiorstw dając im od kilku do kilkunastu procent akcji i udziałów w prywatyzowanych firmach. Dla biednych ludzi ten gotowy grosz był manną z nieba. Społeczny skutek tej hojności był jednak tragiczny. Z jednej strony pracownicy firm bezpowrotnie tracili prawo do stania się współwłaścicielami, po drugie - skłócono społeczeństwo przeciwstawiając obdarowanych akcjami ogromnej rzeszy Polaków, którzy takich akcji nie otrzymali. Niestety, wielu szczęśliwych wydawałoby się posiadaczy akcji natychmiast je sprzedało wyspecjalizowanym firmom (w większości reprezentującym kapitał zagraniczny) nie mając pojęcia o tym, że zyski można pomnożyć, choćby inwestując na giełdzie. Tak czy inaczej większej części narodu wybito skutecznie z głowy pomysł bycia kimś innym niż tylko najemną siłą roboczą.
AKT TRZECI
Przyszedł czas na skoordynowaną i bardzo profesjonalną, bo ozdobioną pseudonaukową i medialną argumentacją kampanię na rzecz prywatyzacji systemu emerytalnego. Reformę emerytur przedstawiono jako genialny sposób na pomnożenie przekazywanych przez nas składek przez prywatne instytucje finansowe, Zamiast do ZUS-u i budżetu państwa pieniądze ze składek popłynęły teraz na konta funduszy emerytalnych. Powstał jednak niedobór środków na wypłaty bieżących emerytur w ZUS i budżecie państwa. Otóż argument, którym „uwiedziono” obywateli brzmiał: Nie bójcie się. Na wypłaty bieżących emerytur wystarczy pieniędzy ze sprzedaży prywatyzowanych przedsiębiorstw. Roztoczono mit o dziedziczeniu przez najbliższych zgromadzonego przez emeryta kapitału. Roztoczono mit godnej, dostatniej starości dla milionów Polaków w zamian za przyzwolenie na to, by polskie firmy i banki przeszły w ręce zagraniczne.
AKT CZWARTY
O dziwo, nie zauważono, a może nie chciano zauważyć, że kapitał zagraniczny nie lubi płacić podatków. Co więcej, użyje wszelkich sił i środków, by ukryć dochody i transferować zyski zagranicę. Było to tym łatwiejsze, że w polskim prawie dewizowym jest ponad 150 zwolnień podmiotowych upoważniających do transferu zagranicę. O tym, że wpływy podatkowe od kapitału zagranicznego są problemem dla budżetu niech świadczą dane o ściągalności podatku CIT za ostatnie lata: 2008 rok – 27,2 mld zł, 2009 – 24,2 mld zł, 2010 – 21,8 mld zł.
Po drugie majątek do prywatyzacji, który posiadaliśmy nie był wiecznie tryskającym źródłem. W krótkim czasie okazało się (co dla każdego kto poważnie analizował dane demograficzne i wskaźniki przyjęte w nowym systemie emerytalnym było oczywistym), że zaczyna brakować środków z prywatyzacji na wypłatę bieżących emerytur. Państwo musiało zaciągnąć dodatkowy dług. I tak zadłużenie Polski w okresie od 1999 roku do 2010 roku wzrosło z 273 miliardów do 748 miliardów złotych, z czego przyrost z tytułu zasilania funduszy emerytalnych wyniósł 232 miliardy złotych. Dodajmy, że roczny koszt obsługi zadłużenia przekracza w chwili obecnej 40 miliardów złotych. Są to tylko odsetki od długu, które trzeba płacić z reguły bankom zagranicznym i o paradoksie!!! funduszom emerytalnym, które kredytują budżet.
AKT PIĄTY
Widząc groźbę całkowitego załamania budżetu obniżono wielkość składki transferowanej do funduszy emerytalnych za co chwała pani minister Jolancie Fedak. Obniżono także prowizję dla zarządzających czternastoma działającymi w Polsce funduszami emerytalnymi, co nie przeszkodziło im zarabiać rokrocznie tyle, że komentarz staje się w tym miejscu zbędny. Niech cyfry mówią za siebie: 2008 rok – ponad 740 milionów złotych, 2010 – ponad 600 milionów złotych pensji i premii (fundusze emerytalne zatrudniają łącznie około 80 osób i to one decydują o losie naszych pieniędzy na emerytury).
AKT SZÓSTY
Jak uczy fizyka każda akcja spotyka się z reakcją. W tym przypadku nie może być inaczej skoro najsilniejszemu w polskiej gospodarce, bo dysponującemu ponad 250 miliardami złotych kapitałowemu systemowi emerytalnemu wyrządzono przykrość odbierając część regularnych wpływów i ograniczając dochody panów prezesów. Ujawniła się siła polityczna funduszy emerytalnych, które zadziałały w myśl zasady: „odebrać odebrane”. Pod hasłem „że tak się dzieje w całej Europie”, „że żaden system tego nie wytrzyma” zmuszono rząd i premiera do rozpoczęcia kampanii na rzecz konieczności wydłużenia wieku pracy i skrócenia wieku emerytalnego. Chodzi o słynną już dzisiaj koncepcję „pracujmy do 67 roku życia.” Co to oznacza z punktu widzenia firm emerytalnych? Ogromny zysk, ponieważ opóźniony i skrócony zostanie czas wypłaty świadczeń emerytalnych, zmniejszy się także liczba emerytów, którzy (przepraszam za żargon) na emeryturę się załapią. Mało tego. Gdyby ze względów zdrowotnych wynagrodzenie pracownika w ostatnich latach zatrudnienia zmniejszyło się, może się okazać, że potencjalna emerytura nie tylko nie wzrośnie, ale spadnie. Warto tu zwrócić uwagę na pewien aspekt, który kompletnie nie obchodzi funduszy emerytalnych, ale znowu rykoszetem uderzy w budżet. Gdyby niedoszli emeryci po przekroczeniu 60 roku życia nie mogli kontynuować pracy i musieli przejść na rentę, to wypłata renty obciąży oczywiście nie fundusze emerytalne, a budżet.
AKT SIÓDMY
W tym momencie na scenę wraca…kwestia prywatyzacji. Na razie w ręce kapitału zagranicznego oddaliśmy przedsiębiorstwa, banki, handel, instytucje ubezpieczeniowe. Po 2017 roku będziemy mogli w majestacie prawa sprzedawać ziemię. Co nam zatem zostało? Mieszkania i domy. Mieszkań mamy około 11 milionów, z czego większość niestety w podłym stanie.
Pojawia się zasadne pytanie. Czy system emerytalny, który wprowadziliśmy dzięki zgodzie na wyprzedaż majątku produkcyjnego może posłużyć jako narzędzie do pozbawienia nas mieszkań i domów? Niestety tak. W sejmie złożony został projekt ustawy o tak zwanym odwróconym kredycie hipotecznym. Kredyt ten polega na tym, że właściciel mieszkania bądź nieruchomości podpisuje z bankiem lub instytucją finansową umowę o sprzedaży posiadanego majątku za około 40-50% jego aktualnej wartości wypłacanej jednorazowo bądź w ratach do śmierci kredytobiorcy. Po śmierci kredytobiorcy zwrot kredytu następuje w postaci przejęcia nieruchomości przez instytucję pożyczającą pieniądze. Do kogo adresowana jest ta ustawa? Czyż nie do przyszłych emerytów i rencistów mających groszowe emerytury, czyż nie do tych, którzy „nie dociągną w pracy do 67 roku życia”, lub tych, którzy zostaną zwolnieni i nie znajdą zatrudnienia w wieku ponad 50 lat (jak ma to miejsce z większością kobiet obecnie)? Odwrócony kredyt hipoteczny to będzie jedyny ratunek by uzupełnić domowy budżet, kupić drożejące lekarstwa, opłacić czynsz albo lekarza.
EPILOG
Nietrudno dostrzec iście szatańską spójność systemu, w którym naród pozbawiony środków produkcji i własności pozwalającej pomnażać kapitał poprzez odpowiednie mechanizmy ekonomiczne jest wywłaszczony ze swego mieszkania i zmuszony do stania się wolnym najmitą, czyli obywatelem nie mającym nic.
Trudno nie zauważyć jak w efekcie przejęcia przez kapitał zagraniczny majątku produkcyjnego i finansowego pojawiły się problemy strukturalne budżetu państwa wzmocnione kardynalnym błędem, jakim było oddanie składek emerytalnych zachodnim firmom prywatnym. Te w imię własnej chciwości wymuszają na rządzie i politykach takie zmiany w regułach opłacania składek emerytalnych i wypłatach emerytur, które nie dość, że pozwalają im maksymalizować zyski, to uruchamiają kolejny proces prywatyzacji, mówmy wprost – wywłaszczenia Polaków z ich mienia w postaci domów i mieszkań.
Kupując mieszkanie za 40-50% jego obecnej wartości i płacąc przez kilka czy kilkanaście lat raty kredytobiorcy instytucje finansowe generują kolosalny zysk ponieważ kredytu udzielają nie w całości, a właśnie w ratach. Nie mam złudzeń, że wprowadzenie ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym pociągnie za sobą takie rozwiązania administracyjne i ekonomiczne, które będą miały na celu wytworzenie stanu, gdy skłonnych do skorzystania z takiej pożyczki będzie szybko przybywało. Czego się boję? Wysokiej inflacji zubażającej emerytów i rencistów, szybkiego wzrostu cen leków i opieki medycznej, a nade wszystko uruchomienia na szeroką skalę mechanizmu katastra czyli opodatkowania nieruchomości tak, by dla emerytów i rencistów stały się one niemożliwe do utrzymania.
Muszę też wrócić uwagę tym, którzy dostrzegają pozytywy odwróconego kredytu argumentując, że podobna instytucja działa w krajach wysoko rozwiniętych. Otóż należy ostrzec, że w kraju o ubożejącej ludności, zdominowanym przez kapitał finansowy takim jak Polska działanie odwróconego kredytu będzie inne, a mówiąc dokładnie niszczycielskie o ogromnych konsekwencjach społecznych.
Zło społeczne odwróconego kredytu hipotecznego wymaga osobnej dyskusji. Polega przede wszystkim na tym, że rozrywa więź pokoleniową, w której wszyscy jesteśmy wychowani. Wszak będąc zmuszonym do sprzedaży nieruchomości nie pozostawiamy nic w spadku naszym dzieciom i wnukom. A przecież właśnie więź międzypokoleniowa jest jedną z najpiękniejszych cech naszej kultury. To ona buduje naszą świadomość, poczucie tożsamości, poczucie człowieczeństwa, poczucie sensu życia.
Dlatego wzywam wszystkich, którym dobro Polski i Polaków leży na sercu do protestu przeciw prawu, które ma usankcjonować kradzież naszej własności, do sprzeciwu wobec ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym. Stwórzmy tam gdzie to możliwe warunki do odzyskania polskiej własności. Zamożna Polska nie istnieje bez zamożności jej obywateli.

Krytyczna analiza zachowania przywódcy opozycji wobec expose premiera.
Bo zabrakło ogólnej syntezy, z jak najbardziej globalnego punktu widzenia, który jednocześnie wyjaśnia wydarzenia w Polsce, jej szczególną rolę w zapoczątkowaniu zamiany zimnowojennego podziału na jego nową formę z terroryzmem w roli wcześniejszych "czerwonych".
Sprytnie Pan pominął przygotowywanie Polski do roli kraju drugiej prędkości w UE. Okres i konsekwencja tej akcji wiele mówi o przyczynach
"schładzania gospodarki" zapoczątkowanej przez Balcerowicza i potem (o dziwo) konsekwentnie kontynuowanej (pod różnymi szyldami) przez WSZYSTKIE rządy.
Przyjmuję na wiarę, że post sensowny.
Otóż wszyscy Panowie milczeliście jak grób lub co najwyżej śmialiście się z "oszołomów" i ich "spiskowych teorii". No pytam, gdzie byliście i co robiliście gdy niszczono państwo i społeczeństwo narodowe ?
Pozdrawiam i dzięki za pytanie. Proszę wybaczyć, ale odpowiadam najzwięźlej jak potrafię, przez szacunek dla Pana. To media nigdy nie raczyły upublicznić moich wystąpień w sejmie i parlamencie europejskim, nie mówić już o oficjalnych uroczystościach i imprezach. Gotów jestem, o ile Pana to interesuje, skompletować i przesłać przynajmniej część tych wystąpień i artykułów w prasie niszowej, by uzmysłowić Panu i innym czytelnikom Nowego Ekranu, że zawsze mówiłem to samo, z tą samą determinacją, głosowałem zawsze zgodnie z sumieniem mając na względzie wyłącznie interes Polski, a nigdy osobisty.
To jest proszę Pana LUDOBÓJSTWO i takie mamy rządy po 1989 roku - wszystkie ekipy tak "rządzą". Nie ma nadziei dla Narodu Polskiego? Znikąd? Od Boga zawsze jest, ale my sami też możemy się wreszcie zorganizować, proszę nas jednak nie namawiać na swój kolejny polityczny projekt... bo ile razy można. Lepiej mądrze doradzać, to się przyda. W polityce Panu nie szło.
Dziękuję za komentarz. Zapewniam Pana, że nie mam "żadnego projektu politycznego"... poza jednym, który miałem i mam zawsze, bo tak mnie wychowano - służyć Polsce.
Natomiast zgodzi się Pan, że dramat na tym polega, iż ci którym, jak Pan pisze, "w polityce szło", którzy brali władzę czy w 1997 czy w 2005 zawsze zaczynali z długą listą obietnic, a kończyli sprzeniewierzając się własnym sumieniom i pogłębiając zapaść Polski...
Jeszcze raz dziękuję za szczerość. Serdecznie pozdrawiam.
Na osobników co gryzmolą cyt. "Chętnie bym przeczytał, ale takie woły nie mieszczą mi się na ekranie. Przyjmuję na wiarę, że post sensowny." i jemu podobnych nie ma potrzeby zwracać naszej uwagi.
Serdecznie pozdrawiam
pozdrawiam
Pozdrawiam.
Na ile jest owa sytuacja zła, a na ile dobra? Sami oceńcie. A przede wszystkim weźcie do serca słowa autora, Dariusza Grabowskiego (tytułem dygresji i ad vocem do wcześniejszych komentarzy - głosił te poglądy od dawna - jako dziennikarz uważnie obserwowałem ludzi władzy; szczególnie tych, których starannie omijały media mainstreamu).
Przecież każdy z nas zgodzi się, ze - parafrazując Autora - zamożność naszego kraju jest sumą zamożności Polaków. Pytanie, czy i w jaki sposób protestować przeciwko drodze, którą w naszym imieniu obierają kolejne rządy?
Uważamy, że problemy poruszone przez Autora, powinny być głęboko przedyskutowane - bo dotyczy fundamentów naszej wolności i naszego dobrobytu.
Mądry artykuł, wymagałby również mądrych komentarzy, choć oczywiście trudno polemizować - można ewentualnie poszerzyć sygnalizowane problemy. Na chwilę obecną nie potrafię tego zrobić, bo po przeczytaniu - po prostu mnie trzęsie.
I nie dlatego, by artykuł był dla mnie odkryciem.
Po prostu od pewnego czasu unikam podobnych tematów do rozmyślań - trudno mi zastanawiać się nad pewnymi sprawami bez emocji - dlatego staram się o naszej "rzeczywistości" nie myśleć.
Nie zawsze się da...
W kontekście podatków (danin) które w oczywisty sposób przekroczą możliwości płatnika - przypomniała mi się pewna chińska przypowieść o skąpcu.
Otóż skąpiec ten zatrudnił człowieka do prac porządkowych. Umówili się co do zapłaty i do tego, że pracujący ma przez cały dzień spełniać polecenia. Zapłata na koniec dnia.
Pracownik pracował, pracodawca myślał... (jak nie zapłacić oczywiście).
Na koniec dnia, przed wypłatą - polecił "teraz przykryj mnie kocem, ale całego" rozkazał. Potem dostaniesz zapłatę...
Koc był rzecz jasna za krótki. Polecenie - nierealne. Spod koca wystawała albo głowa, albo nogi więc, praca nie skończona ;))
Cóż więc zrobił oszukiwany? Wziął kija i jak nie przypie..oli leżącemu!
Ten od razu zwinął się w kłębek i z przykryciem nie było problemu:)
Z naszego podwórka - w XI wieku chyba (nie chce mi się linków szukać) któryś z naszych królów przebywał na wygnaniu.
Poza krajem Polan... Monarcha przegiął z podatkami.
I nawracaniem na nową wiarę.
Podsumowując - jeżeli obciążenia staną się absurdalne, a ludzie będą zmuszani do zgody na rabunek dorobku życia przez "banksterów"
cóż zostanie? Proszę o głosowanie :)) na a,b lub c:
a) gilotyna dla rządzących
b) brzoza i stryczek (jak wyżej)
c) prośba o eutanazję do najbliższej placówki NFZ
Wiem..., wiem, latwo to mowic teraz z perspektywy czasu. Tylko ze
w latach 80~81 byli ludzie, mowiacy dokladnie co nas czeka i to krok po kroku. Wszystko na nieszczescie co do slowa sie sprawdza a terazniejczosc nie jest koncem scenariusza. W tamtym czasie za wyrazanie swoich pogladow jak i obaw przesladowani bylismy nie tylko przez "komune" ale takze i "Solidarnosciowcow". Teraz jasno to widze dlaczego.
Ludzie odpowiedzialni za stan rzeczy sa zwyklymi zlodziejami
i bandytami. Nie roznia sie od tych za czasow wojny gdzie czy Zyd
czy Polak czy inny nie bylo wazne i zneli wszystkich po rowno aby okrasc z tego co mieli. Polityka dla tych ludzi jest tylko narzedziem i zaslona dymna dla uprawiania swojego bandyckiego precedensu a zwalanie winy jak to teraz jest modne na Kosciol, USA, Rosje czy znienawidzona "komune i aparat inwigilacji" jest wprowadzeniem blednego tropu dla najwazniejszej sprawy - kim oni sa.
Odpowiedz jest prosta. Sa zwyklymi ludzmi wywodzacymi sie
z naszego otoczenia, czesto z naszej wlasnej rodziny. Sa bakteria
zjadajaca nas od srodka. Co do wplywow zewnetrznych to chyba wszystkim jest wiadomo ze tam gdzie jest padlina stado sempow krazy.
PS: niekatrolowany precedens niszczenia i okradania kraju zaczol sie juz w latach 1984.
co pozwala przeczytać, jeśli autorowi wydaje się, że dużą czcionką pisze donośniej.
przecież można z tego zrobić notkę,
a jeśli na dodatek miałby Pan to w formie tekstu, a nie fotografii
no i gdy uchwalili prawo o przekraczaniu granic obrony koniecznej, niby, aby dać odpór przestępcom, tymczasem z owego prawa zaczęli korzystać posłowie pis w swoich osobistych porachunkach.
tekst jest dobry, i nie sposób się z nim nie zgodzić,
kwestią pozostaje skuteczność, tak samo, jak wtedy, przed laty
trzeba wiedzieć, że inaczej napisane słowa "By osłabić ewentualny opór, bądź sprzeciw społeczny wprowadzono mechanizm korumpowania i przekupywania załóg, działaczy związkowych czy dyrekcji przedsiębiorstw dając im od kilku do kilkunastu procent akcji i udziałów w prywatyzowanych firmach." w pracy dyplomowej na amerykańskim uniwersytecie, zasłużyły sobie na cichą poradę asystenta promotora, aby student się przestał wygłupiać, bo nie można pozwolić, aby nawet w uniwersyteckiej pracy bez znaczenia znajdowały się tezy sprzeczne z polityką rządu USA.
Ciekawe, co na to krytycy PRLu i cenzury.
niestety, wszystkie światłe myśli do popularyzacji potrzebują harcownków, które ubiorą je w przekonywujące skecze i powiedzonka,
bo
Całkowicie pomija Pan merytoryczną stronę mojego artykułu, co pozwala mi uznać, że z jego głównymi tezami Pan się zgadza. To już dobrze, to już cieszy.
Zarzuca mi Pan "brak wyobraźni i zdrowego rozsądku" - ma Pan prawo, bo "papier, przepraszam, chyba wypada powiedzieć ekran wszystko przyjmie", a u nas obowiązuje reguła - nie pytać, nie słuchać, nie próbować dowiedzieć się ani zrozumieć drugiej strony, natomiast od razu atakować. Gdybym chciał postępować według reguł przez Pana sugerowanych musiałbym odpowiedzieć, że identycznie jak Pan pisała o mnie Gazeta Wyborcza i oficjalne media (używając określeń "oszołom", "kryptokomunista") gdy na początku lat 90-tych, jako doradca Solidarności byłem jednym z niewielu krytyków i przeciwników Balcerowicza i Kuronia, gdy doradzałem premierowi Janowi Olszewskiemu, gdy jako jedyny w sejmie wzywałem do odrzucenia tzw. reformy emerytalnej ( a czy Pan wie, że wszyscy byli posłowie AWS, którzy dziś stanowią trzon PiS głosowali wtedy za ustawą emerytalną, to jest systemem, który zagraża bezpieczeństwu finansowemu Polski?).
Pisze Pan, aby "...skupić się wokół braci Kaczyńskich..." A czy Pan wie, dla przykładu, że jako poseł do Parlamentu Europejskiego byłem jednym z inicjatorów wstąpienia grupy 6 posłów polskich do frakcji UEN, w której byli posłowie PiS po to (a uważałem, że sprawa jest ważna prestiżowo dla Polski) by frakcji UEN przysługiwało prawo obsadzania przez Polaka funkcji wicemarszałka PE. Został nim ...Adam Bielan (proszę o komentarz kim był i kim dzisiaj jest). Zaś Jarosław Kaczyński nawet nam za tę postawę nie podziękował, co więcej nie dotrzymał wcześniej danego słowa i nie podjął współpracy.
Szanowny Panie. Przykładów na to, że nie tylko ja, ale wiele środowisk i osób o znaczącym autorytecie podejmowało próbę współpracy z Panem Jarosławem Kaczyńskim i jego pretorianami znam wiele. Zapewniam Pana, że w tej sprawie mam całkowicie czyste sumienie, gdyż nie ma dla mnie ważniejszej rzeczy niż służyć Polsce. Tak było, jest i będzie.
Natomiast ubolewam, że wielu mądrych i światłych Polaków prawdy o polskich przywódcach politycznych boi się bardziej niż diabeł święconej wody. Wolą falsz od prawdy, gdyż raz zaufali bądź oddali głos na danego przywódcę bądź ugrupowanie i nie wchodzi w rachubę, by przyznali się do błędu, bądź dostrzegli, że obiekt ich wyboru nie sprostał oczekiwaniom. Pozostaje mi zatem robić swoje i wierzyć, Szanowny Panie Andrzeju, że więcej nas łączy niż dzieli.
Bo tacy oni mądrzy i własnie tacy światli.
Żałosne to niestety.
I wniosek prosty - nie ma co się na nich oglądać. Dołączą jak połapią sprawę, a jak nie połapią to nic nam po nich.
Pozdrawiam
".....Panie Grabowski, dlaczego Panu i Pana kolegom brakło wyobraźni
i zdrowego rozsądku aby jednak sie skupic wokół Braci Kaczyńskich jako
najsilniejszej partii antybolszewickiej....
.....Nawet teraz wydaje sie Pan nic nie rozumiec z tego co sie wokół
Pana dzieje pisząc o jakichś obietnicach "tych którzy brali władzę w
2005"......Kto jak kto, ale Pan powinien wiedziec że polityk zwłaszcza w
takim państwie jak Polska, tak zinwigilowanym przez wszelkie agentury,
tak pozbawionym jakiejkolwiek ochrony prawdziwie polskich służb
specjalnych "
Dariusz Grabowski:
".....Zaś Jarosław Kaczyński nawet nam za tę postawę nie podziękował,
co więcej nie dotrzymał wcześniej danego słowa i nie podjął współpracy.
.......Przykładów na to, że nie tylko ja, ale wiele środowisk i osób o
znaczącym autorytecie podejmowało próbę współpracy z Panem Jarosławem Kaczyńskim i jego pretorianami znam wiele. ...
.......Natomiast ubolewam, że wielu mądrych i światłych Polaków
prawdy o polskich przywódcach politycznych boi się bardziej niż
diabeł święconej wody."
----------------------------------------------------------------------
"...Nawet teraz wydaje sie Pan nic nie rozumiec z tego co się
wokół Pana dzieje..." - Pan Grabowski bardzo dobrze wie co się teraz
w Polsce dzieje i dlatego własnie nie nazywa po imieniu tej bandy
esbecko-POkomunistycznych złodziei, którzy okradli i okradają Naród
Polski z majątku narodowego, emerytur i suwerenności.
Zamiast tego woli rzucać liczbami i górnolotnymi hasłami wzywającymi
do protestów nie wiadomo przeciw czemu i komu. To przemyślana
taktyka nie narażania się.
Polityczna przeszłość pana Grabowskiego może też w dużej mierze
wyjasnić jego nieufność wobec jedynej Polskiej Partii w Sejmie - PIS.
Był pan Grabowski przecież m.in posłem do Sejmu z listy
agro-komuszego PSL a potem w niby-super-prawicowej LPR, której
wódz o rozczepionej jaźni Giertych był przecież gorącym miłośnikiem
Jaruzela i stanu wojennego :)
Faber
Dziękuję za komentarz, lecz wybaczy Pan... Każdy z nas pozostanie przy swoim zdaniu. Pisze Pan "historia nie jest dobrą nauczycielką, lecz bieda i nędza". Gdybym miał odpowiedzieć nieco żartobliwie zabrzmiało by to: "nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki". A na poważnie - uważam, że poziom wiedzy historycznej wśród Polaków jest żałosny, poziom badań historycznych i związanych z tym publikacji dowodzi, że historię Polski coraz częściej piszą nam obcokrajowcy, niestety co gorsza ze z góry założoną tezą bądź intencją. Stałem i stoję na gruncie sentencji "historia jest nauczycielką życia". My jednak jako naród nigdy nie staraliśmy się uczynić z historii nauki ukazującej prawdę o nas samych, o naszych wadach i zaletach. O wiele częściej traktowaliśmy historię jako środek "ku pokrzepieniu serc", bądź narzędzie usprawiedliwiające nasze błędy i zaniechania albo też jako sposób na oskarżanie i rzucanie inwektyw pod adresem rodaków.
Pisze Pan: "Polacy potrzebują oręża...narzędzia walki o przyszłość". Całkowicie się zgadzam. Tylko czemu nie dostrzega Pan, że w moim artykule jest ostrzeżenie co nam grozi w przyszłości i jak temu już dziś zapobiec.
Pisze Pan: "Masz Pan ideę albo jakiś pomysł...? To pisz Pan". Odpowiada mi takie proste i stanowcze stawianie sprawy. Zgodzi się Pan jednak, że ujawnić pomysł ot tak jest równoznaczne ze skazaniem się na porażkę - zaskoczenie bowiem to jedyna skuteczna strategia, którą możemy zwyciężyć. Co nie zmienia faktu, że wstępem do strategii powinny być trzy zasady: zmądrzeć, nie dać się podzielić, nie oddać już nic z naszej własności.